Piszą o nas... - Ogólnopolskie Seminarium dla Starszych Kandydatów do Święceń

Idź do spisu treści

Menu główne:

Piszą o nas...

Pójdź za głosem w każdym wieku "
17 sierpnia 2017

Leszek Stojanowski-Han z Zielonej Góry o tym, że nie tylko po maturze można odkryć w sobie powołanie do kapłaństwa.

W czasie wakacji klerycy włączeni są w praktyki kleryckie w swoich diecezjach. Kl. Leszek Stojanowski-Han obronił doktorat z teologii jeszcze przed seminarium.
Krzysztof Król: Jak odkryłeś swoje powołanie?
Kl. Leszek Stojanowski-Han: Moje powołanie kształtowało się stopniowo. Z biegiem czasu odkrywałem je i utwierdzałem się w przekonaniu, że Pan Bóg zaprasza mnie na drogę kapłaństwa, choć czułem się niegodny. Pierwszym znaczącym wydarzeniem w rozbudzeniu mojego powołania była homilia Jana Pawła II na zakończenie XV Światowych Dni Młodzieży w Rzymie w sierpniu 2000 roku. Wówczas Jan Paweł II wypowiedział słowa, które wryły się bardzo głęboko w moje serce. Pamiętam je do dziś! Były zaproszeniem do pójścia za Jezusem i brzmiały tak: „Jeśli ktoś z was, drodzy chłopcy i dziewczęta, odczuwa, że Pan go powołuje, by oddać się Mu całkowicie, kochając Go »sercem niepodzielonym« – niech nie pozwoli się powstrzymać wątpliwościom czy obawom. Niech wypowie odważnie swoje »tak« bez zastrzeżeń ufając Temu, który jest wierny we wszystkich swoich obietnicach”. Słuchając tych słów byłem tuż po maturze.
I poszedłeś do seminarium?
Pomimo wyraźnego zaproszenia ze strony Boga postanowiłem rozpocząć studia na KUL w Lublinie. Z perspektywy czasu widzę, że wówczas nie byłem jeszcze gotowy, by wstąpić na drogę powołania kapłańskiego. Jednakże Bóg działał w moim sercu i stopniowo pozwalał kiełkować powołaniu, które we mnie zasiał. Na IV roku studiów magisterskich poczułem pragnienie bycia w bliskości Pana, służąc do Mszy św. Nigdy wcześniej nie byłem ani ministrantem, ani lektorem. Wstąpiłem do wspólnoty lektorów działającej przy Duszpasterstwie Akademickim KUL. Służba przy ołtarzu poprzez piękno liturgii jeszcze bardziej zwróciła mnie ku Bogu. W 2007 r. moje powołanie było już bardzo konkretne i skierowane na paulinów, do których wstąpiłem po zakończeniu studiów doktoranckich w 2010 roku. Będąc w strapieniu duchowym pod koniec 2011 r. opuściłem wspólnotę i wróciłem do Lublina. W 2013 r. wstąpiłem do paradyskiego seminarium, tu ukończyłem rok formacji, po czym miałem dwa lata przerwy; pracowałem w Zielonej Górze, gdzie służyłem i udzielałem się w mojej parafii pw. św. Urbana I. Kiedy skończyłem 35. rok życia rozpocząłem formację w tzw. Seminarium 35+ w Krakowie, do którego zostałem delegowany przez bp. Tadeusza Lityńskiego. Dzisiaj, będąc w seminarium w Krakowie, jestem szczęśliwy, bo wiem, że ostatecznie dałem się prowadzić dobremu Bogu, który zaprasza mnie na drogę kapłaństwa, a na tej drodze do świętości!
A co to za seminarium?
Jestem klerykiem diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, ale formację do kapłaństwa przeżywam w Ogólnopolskim Seminarium dla Starszych Kandydatów do Święceń w Krakowie, czyli tzw. Seminarium 35+, które powstało w 2014 r. decyzją Episkopatu Polski. Rektorem seminarium jest ks. dr Józef Morawa, który kilka lat wcześniej pełnił funkcję rektora seminarium archidiecezji krakowskiej. To bardzo doświadczony kapłan. Obecnie kleryków jest 14, delegowanych z różnych diecezji, w tym trzech z naszej. Oprócz mnie jest Rafał należący do Wspólnoty św. Tymoteusza w Gubinie oraz Jarosław z Głogowa.
A jak wygląda Wasza formacja?
Formacja w Seminarium 35+ jest właściwie taka sama jak w seminariach diecezjalnych, z tym, że gromadzi kandydatów do kapłaństwa od 35. roku wzwyż z różnych stron Polski. Wykłady odbywają się w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej, na które dojeżdżamy z Nowej Huty, gdzie mieści się nasze seminarium. Do seminarium deleguje zawsze biskup diecezjalny. Ja rozpocząłem studia od III roku teologii. Ponieważ to mój pierwszy rok formacji, był on wolny od posług. Dlatego dopiero po wakacjach będę miał obłóczyny oraz przyjmę posługę lektoratu. Z założenia Seminarium 35+ przygotowuje alumnów tylko do święceń diakonatu, po których każdy z kleryków wraca do swojej diecezji, by tam kontynuować formację do kapłaństwa. Tak więc na VI rok studiów wrócę do Paradyża. W Seminarium 35+ jest bardziej indywidualne podejście do każdego z kleryków, którzy mają od 35 do 60 lat. Wszyscy są dorośli, dojrzali, doświadczeni zawodowo, co siłą rzeczy wymusza inne podejście formatorów do nas. Dlatego bardzo się cieszę, że powstało takie seminarium i że mogę w nim przygotowywać się do kapłaństwa. To wielka sprawa i Bogu za to niech będą dzięki.
Jakbyś zachęcił osoby w Twoim wieku myślące o kapłaństwie do tej drogi?
Pan Bóg powołuje kogo chce, kiedy chce i jak chce. Pan Jezus powoływał apostołów będących w różnym wieku, nie tylko młodzieńców, dlatego jeśli czujesz, że Pan Bóg cię wzywa, to idź śmiało za głosem powołania, bo nawet dla odprawienia jednej Mszy św. warto podjąć trud i zostać kapłanem. Dla Boga nigdy nie jest za późno!


krzysztof.król@gosc.pl
Żródło: Gość Zielonogórsko-Gorzowski 33/2017
_____________________________________________________________________________
„Nie będziemy formować księży drugiej kategorii "
sobota, 27 września 2014




Takiej uczelni w Polsce jeszcze nie było. Decyzją Konferencji Episkopatu Polski w Nowej Hucie powstanie pierwsze Ogólnopolskie Seminarium dla Starszych Kandydatów do święceń. Z biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej ks. Grzegorzem Rysiem rozmawia Michał Henkel.
M.H.: Napływ starszych kandydatów do seminariów rzeczywiście jest „znakiem czasu” jak określa go Episkopat?
G.R.: Ze znakami się nie dyskutuje, albo są albo ich nie ma. Każdy rektor jakiegokolwiek seminarium w Polsce ma takie doświadczenia napływu ludzi w poważniejszym wieku, nie bezpośrednio po maturze, nawet nie bezpośrednio po studiach tylko np. w wieku 35 lat, czasem po 40-tce. Dzisiaj świat się bardzo szybko zmienia i to nie chodzi o to, że są napięcia między pokoleniami  tylko o to, że inaczej formuje się człowieka, który ma lat 19 a inaczej tego, który ma lat 40 i ma swoje nieraz bardzo różne doświadczenia życiowe i na dobrą sprawę od strony ludzkiej jest już uformowany. Z drugiej strony to dość powszechne doświadczenie Kościoła, takich seminariów dla starszych kandydatów jest w świecie dużo, choćby we Włoszech,  USA czy w Niemczech. Doświadczenia jakie z nich wynikają są możliwie najlepsze, więc czemu mielibyśmy być zupełnie innym Kościołem?
M.H.: Starszy kandydat to mężczyzna w wieku...?
G.R.: Umowne granice wieku są między 35-tym a 60-tym rokiem życia. Do tej pory w Polsce jedynym seminarium, które przyjmowało takich kandydatów było to prowadzone przez Drogę Neokatechumenalną w Warszawie Redemptoris Mater. Tam zdarzały się święcenia  mężczyzn  nawet po 70-tce. Była bardzo piękna historia, że na Mszy prymicyjnej jednego z takich mężczyzn kazanie mówił jego własny syn, który w międzyczasie sam został księdzem. To może budzić opory, które wynikają jednak bardziej z pewnych przyzwyczajeń niż z racjonalnych uzasadnień w wierze. Pan Bóg ma prawo powołać  do kapłaństwa kogoś, kto ma lat 40 a nie 19.
M.H.: Ma prawo powołać  również tego, który ma dzieci?
G.R.: W naszym statucie jest taki fragment, który mówi, że w sytuacji wdowców, czy mężczyzn, którzy mają stwierdzoną nieważność swojego małżeństwa a np. mają z niego dzieci trzeba jeszcze bardziej uważnego rozeznania ze strony Kościoła. Obowiązek wobec dziecka jest oczywisty, wynika z prawa natury, to obowiązek i do opieki i do towarzyszenia nie tylko do uzyskania pełnoletności ale do uzyskania samodzielności.
M.H.: Do księdza, który ma własne dzieci a może nawet wnuki niektórym trudno się będzie jednak przyzwyczaić.
G.R.: Nikt nie mówi, że to jest proste. Inicjatywa wcale nie jest łatwa, ale nikt też nie mówi, że to będzie norma. To nie jest tak, że do tego seminarium idą tylko ci, którzy mają odchowane dzieci, a nie są związani małżeństwem. W Polsce jest wielu kawalerów około 40-tki, którzy nierzadko mają za sobą studia teologiczne, często pracują też np. jako katecheci i z wielu powodów nie odkrywali tego wezwania wcześniej a odkrywają je teraz. Nie chciałbym, by z tej rozmowy wynikło, że oto powstała instytucja, która będzie przyjmować wyłącznie mężczyzn dawniej żonatych, którzy teraz chcą być księżmi. To byłoby naprawdę bardzo dziwne. Myślę, że powszechniejsze zastrzeżenia są inne, niektórym pewnie trudno sobie wyobrazić kogoś, kto w wieku 50 lat dopiero zaczyna pracę jako katecheta. Ale odpowiedź też może być taka, że przecież nie każdy ksiądz musi być katechetą, a dlaczego nie pójdzie do szpitala czy do więzienia jako kapelan? Miejsca, gdzie ważne jest doświadczenie życiowe, powściągliwość w wydawaniu sądów, którą niekoniecznie charakteryzuje się dwudziestolatek.  Wiadomo, że formacja w tym seminarium będzie musiała być bardzo zindywidualizowana, bo każdy z tych ludzi ma własną życiową historię, taki a nie inny bagaż i zdolności. Myślę, że to jest też pewien akt odwagi ze strony Kościoła, by chcieć im towarzyszyć.
M.H.: Czym ta formacja będzie różniła się od  tej w „tradycyjnym” seminarium?
G.R.: O tym porozmawiamy za 6 lat, najpierw powiem czym na pewno nie będzie się różniła od seminarium, takiego jakim widzi je dziś Kościół. Pierwszy rok będzie propedeutyczny, bo właśnie o to chodzi, by nie stworzyć jakiejś drugiej linii formacji dla księży drugiego gatunku, bo można by przecież zrobić studia w trybie przyspieszonym. Bo przecież skoro są starsi może się okazać, że 3/4 z nich ma skończoną teologię, więc może wystarczą 2 lata i święcenia? Nic takiego, ta formacja ma być równie dobra, albo nawet lepsza, bo to nie mają być księża drugiego gatunku; cytuję tu abpa. Wanga z Kongregacji ds. Duchowieństwa. Nie będzie to więc ani formacja skrócona ani pobieżna, znajdą się zarówno elementy formacji duchowej, ludzkiej jak i pastoralnej, wszystkie te elementy będą uwzględnione.
M.H.: Jak z zainteresowaniem kandydatów?
G.R.: W ciągu roku miałem sygnały od prawie 40 kandydatów z całej Polski, ale czy to przełoży się na realną liczbę alumnów? Nie sądzę, podstawową zasadą przyjęcia jest polecenie od biskupa diecezjalnego. To on musi rozeznać czy dany kandydat nadaje się do kapłaństwa, wtedy albo go skieruje albo nie, może to zrobić sam, poprzez swojego rektora seminaryjnego lub kogoś, kogo uzna za kompetentnego. Summa summarum człowiekiem, który posyła jest biskup diecezji, tej w której ewentualny kandydat kiedyś będzie księdzem.
M.H.: Na razie wszystko „ad experimentum”
G.R.: „Ad experimentum” to statut seminarium potwierdzony przez Kongregację ds. Duchowieństwa.  Nie eksperymentuje się na ludziach i nikt tutaj tego nie zamierza czynić. Eksperyment polega na tym, że tu tak naprawdę wszystko trzeba będzie na nowo przemyśleć i przepracować, przecież takiego seminarium w Polsce jeszcze nie było. Ks. kard. Stanisław Dziwisz powołał jednak do tego dzieła bardzo kompetentnych księży z dużym doświadczeniem duchowym, formacyjnym i akademickim. Wszystko więc przemawia za tym wydarzeniem, a co będzie? Zobaczymy na co nam Pan pozwoli.
Siedziba seminarium będzie mieścić się przy prowadzonej przez cystersów parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Krakowie - Nowej Hucie na Osiedlu Szklane Domy. Jego rektorem na 5-letnią kadencję decyzją Konferencji Episkopatu Polski mianowany został  ks. dr Józef Morawa, mianowanie pozostałych formatorów - ojca duchownego, prefekta i prokuratora (czyli dyrektora administracyjnego) leży w gestii metropolity krakowskiego.
Autor: Michał Henkel
Źródło: franciszkanska3.pl 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego